czwartek, 29 grudnia 2011

Combat Missions Evolution - inny show z cyklu 'z kamerą wśród operatorów'

W 2002 roku w Stanach został wyemitowany program telewizyjny o nazwie 'Combat Missions Evolution', który podobnie jak niegdyś przez Podręcznik opisany Special Ops Mission należał do gatunku reality show.



Oba programy nie doczekały się drugiego sezonu, choć w przypadku CME jest to bardziej zrozumiałe. Nie mniej oba są bardzo ciekawe, ponieważ można obserwować byłych elitarnych żołnierzy US SOCOM przy wykonywaniu zadań, a w przypadku CME także policjantów z różnych oddziałów SWAT. Z jednej strony zobaczyć, że to normalni ludzie, tylko o specyficznym podejściu do wyzwań i silnej woli, a z drugiej jak są wyszkoleni i jak działają w zespole podobnych im, ale nie znających się wcześniej, ludzi. Wg mnie to zdrowe odmitologizowanie komandosów, które pokazuje, że także w airsofcie można iść ich ścieżką (mam na myśli silną motywację na osiągnięcie celu i chęć przezwyciężenia każdych trudności, nie ryzykowanie życiem i walkę z prawdziwym strachem).

Combat Missions Evolution pomyślany został jako zawody. Od pierwszego do dwunastego odcinka to zawody pomiędzy czterema drużanymi, początkowo po 6 operatorów. Operatorzy wywodzą się z takich słynnych oddziałów jak Navy Seals, Army Rangers, Green Berets, SWAT czy oddziałów specjalnych CIA.

Każdy odcinek składa się z trzech konkurencji, przy czym dwie pierwsze to konkurencje strzelckie lub fizyczne (bieg, pokonywanie przeszkód, skok do wody, pływanie, noszenie ciężkich belek), a ich wynik przekłada się na bonus w punktacji w trzeciej konkurencji, misji bojowej (tytułowa combat mission).

Misje bojowe

Misje bojowe są dość krótkie, zwykle zajmują od 8 do 35 minut. W pierwszych dwóch odcinkach to zniszczenie czołgu osłanianego przez kilku piechurów, w późniejszych są to misje zwiadowcze, odbicie zakładników, wysadzenie celu, często są to dwa zadania, a czasami zadania są dodawane w trakcie misji poprzez komunikat radiowy. Wtedy operatorzy muszą wykazać się elastycznością i dostosować działania do nowych warunków.

Przez większość czasu odcinek to starcie dwóch drużyn, które są oceniane. Słabszy wynik oznacza jakąś karę. Początkowo jest wyeliminowanie jednego operatora i zastąpienie go nowym. W 7 odcinku kończą się uzupełnienia i drużyny zaczynają się kurczyć - początkowo mają po 6 operatorów.

W 11, 12 i 13 odcinku przegrywająca drużyna odpada, aż na polu walki pozostaje jedna. W 14 odcinku jest dzielona na pół i oba zespoły ponownie wchodzą w szranki, tym razem Force on Force, czyli walczą przeciw sobie w terenie zurbanizowanym.

Wpadki ostatniego odcinka

Osobiście 15 odcinek najlepiej w ogóle puściłbym w niepamięć, bo jest ciągiem pomyłek i złych pomysłów twórców programu. To on sprawił, że za serią tęsknić nie będę. Ostateczny pojedynek jest tak bezsensowny, wręcz idiotyczny, że aż nie byłem w stanie obejrzeć go do końca.

Oskryptowanie

Podobnie jak Special Ops Mission także CME jest oskryptowany, to znaczy wydarzenia nie wynikają tylko z działań uczestników, ale są reżyserowane przez realizatora, niektóre ujęcia są dogrywane po fakcie, aby uzupełnić materiał filmowy, ale w CME jest więcej autentyczności niż w SOM, zapewne dlatego, że poziom trudności misji jest niższy (czyt. bardziej realistyczny) niż w modelu jeden przeciw wielu.

Czasem denerwują zachowania pozorantów, którzy podejmują inne działania podczas misji drużyny X, niż wobec pozostałych drużyn. Oczywiście można nazwać to realizmem, ale w efekcie punktacja staje się bardzo umowna, a nagroda to kilkaset tysięcy dolarów. Nie powinno być aż takiej dowolności w programie niemal 'sportowym'.

MILES

Podstawą misji bojowych jest wojskowy system MILES. Dla niezorientowanych, korzysta się z broni palnej na ślepą amunicję z założonym na lufę promiennikiem laserowym. Na uczestnikach zamontowane są czujniki, które reagują na oświetlenie laserem. Laser jest wyemitowany przez ułamek sekudny w momencie oddawania strzału.

Plusem MILESa jest:
- zasięg - nie znam danych, ale jest on spory w porównaniu z airsoftem
- pewność trafienia - jeśli czujka na operatorze wykryje trafienie, słuchać głośny pisk znamionujący wyłączenie z walki, a promiennik na broni przestaje działać i nie można strzelać dalej
- obsługa broni palnej z MILES i bez jest taka sama, łącznie z efektami towarzyszącymi poza świszczącym nad uchem pociskami

Można powiedzieć, że Combat Missions Evolution jest unaocznieniem słabości tego systemu. Wielokrotnie okazuje się, że trafienie nie jest kwestią umiejętności, lecz szczęścia, szczególnie przy małych odległościach. Kilkukrotnie w czasie programu dochodzi do chorych sytuacji, gdy uczestnicy i pozoranci walą do siebie z odległości kilkunastu kroków przez dłuższą chwilę.

Nie taki zły ten airsoft

CME pozwoliło mi zrozumieć, że nie ma wśród metod symulacji Świętego Graala i airsoft pomimo swoich licznych wad jest bardzo przyzwoity na tym polu.

Taktyka i wyszkolenie

Przy ocenianiu taktyki i wyszkolenia uczestników ważne, aby pamiętać, że działają oni w nowych dla siebie zespołach, a trudno powiedzieć, czy mieli możliwość intensywnego treningu zgrywającego podczas tygodni kręcenia programu. Widać, że czasem ćwiczą na sucho, wewnątrz obozu, ale trudno to nazwać mocnym treningiem zgrywającym.
Zespół, który działa ze sobą intensywnie od dawna w sposób naturalny łapie pewne schematy działania, których tu w trakcie intensywnej wymiany ognia brakuje.

Co więcej zespoły wykonując misję gonione są przez czas. Każda minuta to strata punktów, trzy minuty straty to równowartość punktowa stracenia jednego człowieka. Stąd zapewne zachowania czasem zdecydowanie za mało ostrożne, jak na przykład wbieganie do obozu przeciwnika w pojedynkę.

Proces decyzyjny podczas planowania działań

Osobiście najbradziej brakuje mi szczegółowego śledzenia etapu planowania. Więcej realizatorzy poświęcają czasu na motywy interpersonalne, typowe dla reality show, a za mało na to, co fanów taktyki interesuje, czyli procesu decyzyjnego.

Nie da się ukryć, że spora część planu była narzucona przez organizatorów. Dlatego też plany kolejnych ekip są tak bardzo podobne. Te same ścieżki podejścia, ta sama kolejność wykonywania zadań, brak odmiennych koncepcji, czyli uderzenia pełną siłą, gdy inna drużyna to samego zadania realizowałaby w dwóch flankujących elementach.

To duża szkoda, bo w efekcie zamiast na poziomie taktycznym, o efekcie misji bojowych decydowały zachowania pozorantów i szczęście w wymianie ognia przy problematyczności MILES, a w mniejszym stopniu komunikacja i postawa uczestników.

Nie mniej polecam serię, którą obecnie można obejrzeć w całości na Youtube.

Link do pierwszej części pierwszego odcinka
Combat Missions Evolution

2 komentarze:

  1. Wiedziałem, że gdzieś już słyszałem nazwisko jednego z uczestników.
    Zginął w Faludży jako pracowniki Blackwater.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Scott_Helvenston

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, a jego żona oskarżyła firmę o zaniedbania.

    OdpowiedzUsuń

Wspiera nas:

 
Google