Ściągnij Podręcznik Taktyki ASG za darmo!

Powstał w 2008 roku i został ściągnięty ponad 20 000 razy.

Sztabowe ćwiczenia rezerwy Wojska Polskiego

Grey na 11 dniowym 'urlopie', czyli relacja z Braniewa i Orzysza.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Taktyka w airsofcie - prelekcja




Kilka lat temu byłem oproszony przez Zbója, szefa Furii w Dąbrowie Górniczej o wygłoszenie prelekcji na dniach otwartych Furii czyli w Centrum Gier Fabularnych. Mówiłem o CQB. Ten sam Zbój poprosił mnie ze dwa miesiące temu o kolejną prelekcję, tym razem na Dniach Fantastyki Militarnej FPS II o kolejną prelekcję. Temat dowolny, związany z ASG.

Zastanowiłem się i doszedłem do wniosku, że tematem, który nie opuszcza mnie ot tak wielu lat jest różnica pomiędzy taktyką airsoftową, a współczesną taktyką wojskową. Jestem zwolennikiem teorii, że to jednak coś innego, ale często spotykam się z poglądem, który głosi - po co mówić lub pisać o taktyce airsoftowej, skoro wystarczy czytać podręczniki wojskowe.

Postanowiłem ludziom początkującym, bo tacy mieli się na FPS II pojawić, przybliżyć mój punkt widzenia, a przy okazji zapisać go przy pomocy kamery, aby swój pogląd móc skonfrontować z krytkami na internecie. Bo wiecie, jestem zwolennikiem ścierania się poglądów, dyskutowania, przekonywania się.

Dziwnym trafem na prelekcji były dwie osoby, które interesują się airsoftem, ale nie zaczęły, jednak, która zna ludzi, którzy bawią się w airsoft i kilkanaście osób mniej lub bardziej doświadczonych milsimowców.

Oho - pomyślałem - będzie ciężko. Ale nie było tak źle.

Zdaję sobie sprawę, że to strasznie długi materiał i pewnie jeszcze nie urodził się taki, który go obejrzy w całości. Ale wrzucam tak, jak się odbył, bez montażu, bez ukrywania wpadek, bez usuwania niewygodnych wypowiedzi. Jestem gotów na krytykę, o ile będziecie chcieli podyskutować, a nie po prostu rzucić mięsem i zniknąć.




środa, 6 lipca 2016

Camp SNAFU - co dalej?

W kwietniu odbyło się drugie Camp SNAFU o kryptonimie Bravo. Było mniej milsimowo, bardziej dynamicznie. Część teamów głośno wyrażała zdziwienie, jak wiele kulek BB musieli wystrzelić. Czemu tak? Szukamy optymalnego rozwiązania. Z jednej strony chcemy, aby impreza rosła, aby poziom wejścia nie był zbyt wysoki, aby ludzi nie przerażać trudnością, z drugiej nie chcemy rezygnować z taktycznej i dydaktycznej strony imprezy. Chcemy, aby kolejni airsoftowcy znaleźli na SNAFU albo możliwość sprawdzenia się, albo zobaczyli jak można w asg bawić się taktycznie i z głową.




Od strony logistyczniej było ciut lepiej, tym razem zamiast własnych namiotów, były baraki i wojskowe prycze oraz rozkładane kanadyjki. Był też wielki ścisk, na co niektóre teamy narzekały.

To co się nie zmieniło to sporo zajęć dydaktycznych. Tym razem poprzeczka była podniesiona o wiele wyżej. Uczestników już na etapie zapisów podzieliliśmy na dowódców, szturmanów, nawigatorów i radiowców. I każda specjalność dostała dedykowane zajęcia. Wyszło różnie. Opracowując plan przyjeliśmy pewne założenia i nie wszystkie okazały się trafione. Dowódcom zaserwowaliśmy poziom oficerski, a oczekiwali (i potrzebowali) podoficerskiego - czyli staraliśmy się przekazać jak planować misję, a ominęliśmy zagadnienie dowodzenia drużyną w polu.

Radiowcy dostali sporą dawkę wiedzy, ale podczas głównej misji spradzającej umiejętności - nie wzieli radii, na których się szkolili. Ponieważ nie przekazaliśmy dowódcom stron, że mogą na nich spokojnie polegać.

Z nawigatorami wpadek nie odnotowaliśmy. Ze szturmanami - za bardzo napchaliśmy materiałi w efekcie zamiast nauki wyszedł kalejdoskop. Jak ktoś wiedział, to wiedział, jak nie wiedział, to tylko się dowiedział, że jeszcze nie wie. Dwa dni to za mało.

Dochodzimy do najważniejszego. Co teraz. Jeszcze tydzień temu planowaliśmy Operation SNAFU Charlie na koniec sierpnia / początek września. Ale pojawiła się impreza ASGARD, której nie chcemy torpedować ani z nią niepotrzebnie konkurować. Kiedy więc kolejny SNAFU? Jeszcze nie wiadomo. Osobiście byłbym za terminem odległym, aby dać ludziom czas na przygotowanie się. Dlaczego?

Bo chcemy, aby impreza ponownie ewoluowała. Tym razem bardziej w stronę - sprawdzajmy swoje umiejętności, a nie uczmy się ich od początku. Tak pomyślana jest Operation SNAFU. Więcej milsima z odrodzeniami, mniej zajęć edukacyjnych. Intesywne tempo (to nigdy nie było naszym problemem) i mądrze podwyższana poprzeczka. Aby teamy nie nudziły się, ani nie odbijały od niemożliwego.

Tymczasem część z nas spotkacie na Combat Alert (na pewno mnie, po stronie RW) i na ASGARDZIE (ustalanie szczegółów trwa). I mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli was powiadomić o twardym terminie SNAFU Charlie.

A tymczasem, kto nie widział, relacja z Bravo naszymi oczami.

środa, 16 marca 2016

Dowódca drużyny airsoftowej - poradnik Camp SNAFU


https://drive.google.com/open?id=0BzZuJUKEtwK3cjdORm1ZOVhuU3c

W trakcie Camp SNAFU Bravo szkoleni będą między innymi dowódcy drużyn. W ramach przygotowania ekipa Camp SNAFU przygotowała skrypt na ten temat.
Skrypt stara się przybliżyć obowiązki dowódcy i poddać kilka pomysłów, jak je zrealizować. Stawia przy tym na podejście proludzkie, w myśl "dowódca dba o swoich ludzi, aby byli w stanie wykonywać efektywnie zadania".

Link do PDF:
Dowódca drużyny airsoftowej - skrypt szkoleniowy Camp SNAFU

Link do Camp SNAFU

niedziela, 13 marca 2016

Sztabowe ćwiczenia rezerwy Wojska Polskiego



Wzięli mnie ostatnio do wojska na ćwieczenia rezerwy. Na 11 dni.

Spokojnie, pobór nie wrócił, nie trzeba się bać fali, nocnych harców i sfrustrowanych kaprali krzyczących na koty… No może i można, gdzieś, jak się ma pecha, ale ja się z tym nie spotkałem. Ale od początku.

W ramach Zasadniczej Służby Wojskowej zostałem powołany w 1998 roku, kiedy to skrócono pobór z 15 do 12 miesięcy. W 2007 byłem na miesięcznym szkoleniu rezerwy. Od tamtej pory nie miałem przyjemności. Tak, przyjemności, bo ja to lubię. Po co płacić ciężkie pieniądze za milsimy czy strzelnicę, gimnastykować się z urlopami, jeśli na koszt państwa można robić mniej więcej to samo?

Tak sobie pomyślałem i poszedłem na WKU (Wojskowa Komisja Uzupełnień) by zgłosić się na ćwiczenia rezerwy. Takich chętnych jest coraz więcej, więc ci, którzy nie mają ochoty, nie mają czego się bać. Przynajmniej w moim praskim WKU dobrze wiedzą, że jak ktoś chce, to powołania uniknie, więc dwa razy pytają, czy oby na pewno tego chcę. I trzeba uparcie przytakiwać, aby wrzucili Cię na listę.

Nie raz zdarza się, że ktoś się zgłosi, po czym gdy ćwiczenia są ogłoszone (dostaje list z WKU), ten ktoś się wycofuje. I to problem dla WKU bo nagle muszą znaleźć kogoś na zastępstwo. Bo już na siebie wzięli to zobowiązanie i już machiny nie interesuje, że delikwent zasłonił się L4 (zwolnieniem lekarskich) czy innymi ważnymi przyczynami (a czasem zwykłym „nie pasuje mi”, jak mi się zdarzyło w 2015).



I oto trafiłem do jednostki w Braniewie, do 9 Brygady Kawalerii Pancernej. Wraz z 23 innymi rezerwistami, zarówno starej daty jak ja, jak i ze świeżyzną niedługo po kursie przygotowawczym w NSR (Narodowe Siły Rezerwowe) czy podchorążymi z SPR (Szkoła Podchorążych Rezerwy).

Razem z innym dojeżdżającym w Warszawy przyjechałem w nocy dzień przed wyznaczoną datą – połączenia PKP z Braniewem są bardzo słabe. Bez problemu znalazły się dla nas dwa zasłane łóżka. Kto był w woju, pamięta stalowe „wozy”, które potwornie skrzypią przy każdym ruchu. Były odmalowane, ale mało wygodne. Przykryciem były dwa koce, w sali było dość ciepło.
żródło: strona 9 BKPanc
Właściwego dnia powołania spotkaliśmy się wszyscy rezerwiści w klubie żołnierskim i byliśmy raczeni filmami o jednostce. A że mają tam pracowników odpowiedzialnych za media, byłoby całkiem ciekawie, gdyby nie to, że każdy filmik pokazano nam przynajmniej trzy razy. Nadrobiłem spore zaległości w czytaniu Żołnierza Polskiego i trafiłem przed kilka stolików, przy których przeprowadzono papierkologię, w tym najważniejszą, czyli sprawę wynagrodzenia. Starszy kapral (mój stopień) zarabia ok. 81 zł brutto dziennie podstawy plus jakieś dodatki (zagmatwane to) plus zwrot za dojazd w obie strony. Kasę dostaje się na koniec, do ręki albo na konto. Mi ostatecznie wyszło ok. 85 zł netto za dzień, plus dojazd, przelew dotarł na konto w dniu wyjścia z jednostki.

Jeśli ktoś zarabia więcej, to zostaje mu to wyrównane, ale nie wiem jak dokładnie, bo ta sytuacja mnie nie dotyczyła (chwilowo jestem bezrobotny, z zawieszoną działalnością gospodarczą).
żródło: strona 9 BKPanc
W powołaniu była mowa, aby zabrać przedmioty do higieny własnej oraz bieliznę. Pierwsza połowa dnia to poza papierkologią było wydawanie, przymierzanie i wymienianie sortów mundurowych. Dodatkowo dostaliśmy ręczniki (chusty raczej), zasobnik zbliżony do plecaka, wieszaki na ubrania, a na własność nowe klapki i skarpety (ze sztucznych podejrzanych materiałów, więc nie używałem). Nie dostaliśmy nic do pastowania butów więc przynajmniej moje szybko zaczynały przypominać siedem nieszczęść – ale żaden zawodowy żołnierz nie zwrócił mi uwagi. Podobnie jak na brodę, która mnie zdobiła (no dobra, jeden zwrócił, ale w stylu „z tą brodą to powinieneś być marynarzem”, a nie jako przytyk).
żródło: strona 9 BKPanc



Zostaliśmy przywitani przez dowódcę jednostki jako „panowie oficerowie” w wyniku czego, połowa z nas dostała udaru mózgu. Po ocuceniu okazało się, że naprawdę wszyscy nas bardzo dobrze traktują, a połowa to rzeczywiście oficerowie (większość po SPR, kilku było emerytami po służbie zawodowej).

Okazało się też, że część z nas powołana została na ćwiczenia sztabowe w tzw. Grupie Operacyjnej na czas ćwiczeń dywizyjnych, a część do ćwiczeń jako kompania dowodzenia. Ja znalazłem się w tej pierwszej, co mnie nawet ucieszyło, bo z racji moich airsoftowych doświadczeń, zawsze byłem ciekaw jak działa sztab w WP (Wojsku Polskim).


Jak wyglądały nasze dni w 9 Brygadzie? Pobudka z rana, koło 6-6.30. Ja się budziłem wcześniej, aby na spokojnie poczytać książkę wiadomo gdzie ;) Później wspólny przemarsz na stołówkę. Zdziwiło nas, że nikt nigdy nie liczył ilu nas jest, ile porcji nam wydano itd. Wcześniej zawsze było to nieodzowne. Tu na upartego można by było zjeść i 3 porcje na posiłek. Ale po prawdzie nie było takiej potrzeby. Mało który z rezerwistów był w stanie zjeść całą wydaną porcję. Żarcie nie było super smaczne, ale nie było też odrzucające. Ot, trochę mięsa, trochę innych produktów, nieograniczona ilość chleba, słodka herbata albo kompot do popicia.

Przeszliśmy zajęcia z BHP, informacji niejawnych, strzelania z P83, wszystko szybko, aby się wyrobić w ograniczonym czasie. Dla tych co wojska nie znają, zawodowi o 15 kończą pracę i lecą do domu. Mieliśmy szczęście i na czas ćwiczeń niektórzy zostawali dłużej. Ale tylko niektórzy i nie zawsze. Ale z planem się wyrobili. Było też ćwiczenie pseudoterenowe, gdzie zapoznaliśmy się bardzo pobieżnie z działaniem sztabu. Na tyle pobieżnie, że właściwie coś wiedzieliśmy o jakiś fragmentach danej funkcji w sztabie, ale nie łapaliśmy jeszcze samej idei całości. Tego mieliśmy się dowiedzieć na poligonie.

żródło: strona 9 BKPanc
Po dwóch dniach na jednostce i strzelaniu z P83 (zwanym PW, czyli Pistolet Wojskowy) zostaliśmy przerzuceni na odremontowany poligon w Bemowie Piskim, koło Orzysza. Ktoś wymyślił, że zamiast normalnych posiłków w dwóch jednostkach lepiej nam wręczyć racje z Arpolu. I w łazience część z nas podgrzewała konserwy :P


Luuuudzie, byliśmy w szoku. To wyglądało jak tani, ale nowoczesny hotel. Wojskowe „wozy” zastąpiły miękkie łóżka, zamiast dwóch kontaktów na izbę żołnierską mieliśmy po dwa kontakty na osobę, zamiast po 4-6 w izbę było nas po 3 na pokój. Wszystko dopiero co odmalowane, łazienka cud malina, wszystko sprawne i lśniące. Pięknie. Takie wojowanie na poligonie to ja rozumiem ;)
O wszystkich aspektach ćwiczenia pisać nie będę. Ćwiczenie było jawne, ale zawierało elementy niejawne, więc sami rozumiecie.



Przez Bemowo cały czas przewijają się różne wojska, w tym samym czasie potrafią odbywać się dwa i więcej ćwiczeń. Jest spory ruch, sporo różnych ludzi, jest wiele budynków z małymi pokojami, hala sportowa, siłownia, stołówka i pewnie mnóstwo rzeczy, których nie widziałem. Dla zainteresowanych – w tym samym miejscu zdaje się odbywały się szkolenia dla dowódców Combat Alert, możecie poszukać informacji, bo tam chłopaki dokładniej zwiedzili zaplecze poligonu. My robiliśmy sztab czyli symulowaliśmy działanie Grupy Operacyjnej brygady pancernej, jedliśmy i spaliśmy. I raz poszliśmy w teren pooglądać jak tzw. organ dowodzenia brygady i batalionu wygląda naprawdę w terenie.

Tu wspomnę o pierwszym absurdzie armii, jako wielki fan Paragrafu 22 nie mógłbym sobie tego odpuścić. Wraz z innym kapralem zostałem powołany na stanowisko tecnik audiowizualny do sekcji wychowawczej. Tyle, że ta sekcja nie miała na tych ćwiczeniach w ogóle działać. Dość przypadkowo zostaliśmy przydzieleni do sekcji Wsparcia Dowodzenia i Łączności, tzw. S6. Uff, to najciekawsza fucha jak dla mnie. Akurat ten element jest najbardziej zbliżony do działań w airsofcie.

Dopiero późno w trakcie całych ćwiczeń dowiedzieliśmy się, że w naszej GO nie było w ogóle tej komórki, która w fazie wojny odgrywa największe znaczenie czyli TOC (Tactical Operation Centre, po polski Taktyczne Centrum Operacyjne). Znacie to miejsce z wielu filmów, choćby Black Hawk Down czy Misja Afganistan. To tam dowódca podejmuje decyzje i śledzi sytuacje w czasie rzeczywistym. To czym my się zajmowaliśmy, to planowanie, a więc myślenie do przodu, zbieranie informacji, tworzenie opracowywanie możliwych opcji, przygotowywanie warunków dla dowódcy, by podjął najlepszą decyzję. Oraz rozkminienie niezbędnych środków zabezpieczających te już podjęte decyzje.


Na moim podwórku, S6, do nas należało rozpisanie jak nasza brygada ma się łączyć z dywizją i podległymi brygadzie pododdziałami. Gdzie będą stanowiska dowodzenia pododdziałów i kiedy należy je przesunąć, aby zminimalizować zagrożenie ich zniszczenia. To jedna z największych zmian o jakich się dowiedziałem (spokojnie, ew. przeciwnicy też to dawno wiedzą). Za PRLu nasze stanowiska dowodzenia miały charakter statyczny, stąd tyle SD, które dziś służą naszej airsoftowej rozrywce. W strukturach NATO przyjmuje się, że stanowiska dowodzenia należy nieustannie przesuwać i wszystko inne jest do tego dostosowane. Czyli nie ma wygodnych foteli i wielkich ekranów, bo zaraz cały majdan trzeba brać pod pachę, ładować się do samochodów i przewieźć o kilka / kilkanaście kilometrów. I tak w kółko Macieju. Dobrze, że my tylko symulowaliśmy :) Ale straszyli nas, że za jakiś czas znów nas powołają i wtedy będziemy już w lesie się rozkładać… i co chwila przestawiać. Swoją drogą, wolałbym się tak cały czas przestawiać, niż oberwać rakietą. Rzecz jasna, to nie usuwa zagrożenia, tylko zwiększa szansę, że uda się zniknąć z punktu nim przeciwnik zdoła nas unicestwić. Takich myków jest więcej, ale nie będę o nich pisał. Otwiera głowę i uświadamia, że wojskowi też starają się mieć ją otwartą. Mimo, że jestem pewny, sporo betonu nadal w niej zalega.

żródło: strona 9 BKPanc
A skoro o zawodowych, to wszyscy rezerwiści zgodnie ustaliliśmy, że trafiliśmy na zajebistych ludzi, miłych, aktywnych i chcących nam coś przekazać. My też nie byliśmy źli. Żadnego spicia się, żadnych ekscesów W TRAKCIE powołania (przybycia najebanym do jednostki nie liczę, bo był pewien kolega, który z miejsca dostał ksywę Promil ;). Nie mówię, że byliśmy święci – o nie, ale zdecydowanie nie było z nami problemów, a myślę, że zdecydowana większość starała się na swoich stanowiskach załapać jak najwięcej i pomagać zawodowym na tyle, na ile byliśmy w stanie. A że wiele nie mogliśmy, bo dla każdego była to zupełna nowość… Nawet eks zawodowi wśród nas byli z pododdziałów liniowych, a nie ze sztabów.

Gdy już wiedzieliśmy co mamy robić, przez trzy doby mieliśmy wprowadzony system zmianowy. 12h na stanowisku w sztabie, 12h odboju (czyli spanie, żarcie, w moim przypadku jeszcze granie w erpegi z dwoma kolegami). Ciężko nam było się przestawić na nocne życie, a gdy już się zaczęło udawać… koniec ćwiczenia.

Z ciekawostek, jeśli ma się nocna zmianę, w ciągu dnia obiad nie przysługuje. Za to obiad wydawany jest ok 1.30 – 2.00 w nocy. Ale pisałem już, że nikt przy wydawaniu nas nie rejestruje ani nie liczy?


Na koniec powołania wróciliśmy na jednostkę w Braniewie, pokazano nam czołg PT-91 Twardy (czyli zmodernizowany T72), rozliczono ze szpeju i pożegnano.

To była fajna przygoda, z fajnymi ludźmi, dowiedziałem się ciekawych rzeczy i zrewidowałem swoją opinię o wojsku. Pobór odszedł do lamusa, a z nim pewna idiotyczna mentalność żołnierzy. Podobno gdzieniegdzie jeszcze wyłazi, ale to wyjątki, o których tylko słyszałem od kolegów, ale sam nie uświadczyłem. Chyba przejdę się znów na WKU… Tylko czy żona mnie za to nie zabije. Bo chyba ona wraz z córą najgorzej ten czas przeżyły.

czwartek, 30 lipca 2015

CAMP SNAFU ALPHA,12-13 września 2015




12-13 września team Red Towers oraz Podręcznik Taktyki ASG (Miękkopowietrzni TV) oraz przyjaciele (Ender, Awful, Xas) organizują wspólnie pierwszą semi-milsimową imprezę z cyklu CAMP SNAFU.

CAMP SNAFU ALPHA odbędzie się w miejscowości Julianów koło Mińska Mazowieckiego. Zacznie się o 9.00 12 września (sobota) i skończy ok. 15.00 13 września (niedziela).

Impreza kierowana jest do osób, których interesują milsimy, taktyka airsoftowa i wojskowa, współdziałanie w grupie i pomiędzy grupami, uczenie się nowych rzeczy i doskonalenie posiadanych umiejętności. W pierwszej edycji odtworzony zostanie jeden Obóz Wojskowy, w którym będą prowadzone równolegle szkolenia podstawowe i doskonalące oraz kilkugodzinne misje bojowe, dzienne i nocne. W trakcie będzie przewidziany czas na posiłek i wypoczynek.

Pierwsza edycja będzie imprezą niekomercyjną, koszty są obecnie estymowane, wkrótce poinformujemy o niezbędnej składce od osoby.

Limit miejsc: 60
Czas trwania: 30h (gwarantowane)
Wiek minimum: 18 lat
Wyposażenie minimum: TBD (to be done)

Jednocześnie informujemy, że prowadzimy nabór na instruktorów i drużynę OPFOR. Wymagane wieloletnie doświadczenie milsimowe potwierdzone przez opinię środowiska znanego organizatorom. W przyszłych edycjach na te stanowiska będą dopuszczani uczestnicy poprzednich CAMP SNAFU, którzy wykazali się odpowiednim doświadczeniem i umiejętnościami.

Przykładowe tematy poruszane na CAMP SNAFU ALPHA

    - radiołączność z wykorzystaniem radiostacji RF-10
    - nawigacja oparta o mapę, kompas, GPS
    - natarcie i odwrót w warunkach airsoftowych z wykorzystaniem środków pozoracji pola walki
    - opuszczanie transportu (samochód / łódź) z wykorzystaniem systemu lasertag
    - organizacja działania posterunku, w tym rola rozprowadzającego
    - obrona manewrowa
    - działania nocne

Wszyscy uczestnicy będą zobligowani do podpisania zgody na opublikowanie wizerunku w materiałach reklamowych (film z imprezy będzie zrealizowany przez Miękkopowietrznych).

W 2010 roku wraz z kilkoma znajomymi, pod egidą Podręcznika Taktyki ASG, zorganizowaliśmy szkolenie przedmilsimowe De Opresso Liber. Czas minął, milsimy i środowisko sporo się zmieniły, a nam zaczęło czegoś brakować.

I oto w czerwcu pojawił się pomysł - zróbmy to jeszcze raz, lepiej i nie raz, a powtórzmy wiele razy.

Gdzieś u podstaw tego pomysłu legło spostrzeżenie, że poziom grup jest bardzo zróżnicowany i czasem trudno stworzyć nawet sieć działających radiostacji PMR, ponieważ gracze zgłoszeni jako RTO nie do końca wiedzą, jak ustawić np. kodowanie CTCSS (tzw. podkanał). A inni, zaprawieni w szturmach, gubią się w lesie mimo map i kompasu, a nie umieją wykorzystać efektywnie GPSów. To problem dla dowódców, ale i samych graczy, ponieważ nie mają pewności, czy oddział sąsiedni dotrze na miejsce i będzie dysponował odpowiednimi umiejętnościami, aby podołać niestandardowemu zadaniu.

I tak narodził się pomysł, aby nie wymagać od graczy konkretnego poziomu bez jego sprawdzenia, ale raczej gdy czegoś od graczy wymagamy, do efektywnego działania, przeszkolić ich w tym choćby pokrótce, aby mieć pewność, że wszyscy wiedzę 'o co biega'.

Droga od tego pomysłu do obecnej propozycji była już bardzo krótka. Postawiliśmy na jeden wspólny dla graczy i OPFOR (opposing force - pozoranci strony przeciwnej) sztab, którego zadaniem będzie pilnowanie, aby żaden oddział nie marnował czasu, nie nudził się i wycisnął z imprezy maksimum 'soku'. Doprawaliśmy to fabułą, a raczej jej brakiem. Otóż gracze wcielają się w żołnierzy szkolonych w taktyce, którzy uczestniczą w prelekcjach, warsztatach i szkoleniach, ćwiczeniach taktycznych (sami ze sobą) i w ćwiczeniach bojowych (przeciw tajemniczemu OPFOR).

Zebraliśmy też listę posiadanych przez nas skilli i sprzętu i w oparciu o nie opracowaliśmy bloki programowe, które uznaliśmy za szczególnie wartościowe podczas różnego rodzaju milsimów.



Śląskie Airsoftowe Warsztaty Taktyczne

Najdłużej zabrało nam... wymyślanie nazwy. Pomysłów było sporo, w końcu wygrała opcja z CAMP SNAFU. Camp znaczy obóz i odzwierciedla charakter całego cyklu. Nawet gdy w przyszłości, jak planujemy, będą dwa obozy, to nadal nazwa będzie adekwatna. SNAFU to amerykański, wojskowy skrót Situation Normal, All Fucked Up, który odzwierciedla typowe dla milsimów i operacji wojskowych nastawienie, że choćby nie wiem jak dobry był plan, zawsze w końcu nastąpi sytuacja, gdy "shit hits the fan' czyli wszystko się spier**li i trzeba szyć. I wtedy właśnie przydają się typowe umiejętności prawdziwego wojownika, elastyczność i szybkie, kreatywne rozwiązywanie problemów.

W ekipie organizatorskiej oprócz Podręcznika Taktyki ASG (vel Miękkopowietrzni TV) czyli Krzyśka Greya Studzińskiego, znaleźli Red Towers, team airsoftowy, który od lat znany jest na Mazowszu z organizowania ciekawych, nietuzinkowych strzelanek, Ender (eks FIA, twórca milsimów, LARPów i gier miejskich), Rafał Xas Tomanek (mistrz Europy w AIPSC i doświadczony milsimowiec), Michał Awful Kwiatkowski, czołowy krytyk. prześmiewca i złota rączka, do tego właściciel wypożyczalni LaserTagów. Nie jest to nasz pierwszy wspólny projekt, większość z nas współpracowała np. przy moderowaniu jednej z najwiekszych strzelanek w Polsce oraz przy organizacji sztabu dowodzenia największego marszu w Polsce.

Team Red Towers
 Moim (Greya) osobistym marzeniem jest stworzyć wokół CAMP SNAFU specyficzną społeczność, która dążyć będzie do nieustannego podnoszenia poprzeczki swojego wyszkolenia, dowodzenia oraz organizowania milsimów. Kiedyś, na początkach milsimów, taka społeczność się stworzyła, ale czas i entropia zrobiły swoje - a przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

Strzelanka urodzinowa Śnieżnych Panter współorganizowana przez Podręcznik

Część zainteresowanych zauważyła zapewne, że impreza ma być niekomercyjna, a jednocześnie nie ma jeszcze podanej ceny. Co to oznacza? Chcemy, aby była to gra, w której gracze dostaną środki do efektywnego działania przez te 30h, żaby ich morale nie spadło po intensywnych 18h (co często ma miejsce na wielu imprezach milsimowych). A jednocześnie nie chcemy dopłacać do zabawy. Dlatego ze składką wstrzymujemy się aż do pełnego oszacowania kosztów, choć staramy się, aby cena nie była wyższa niż 60 PLN od osoby. Nie oznacza to jednak, że kiedyś, jeśli CAMP SNAFU okaże się strzałem w dziesiątkę, nie zmieni się w imprezę komercyjną i na znacznie większą skalę. Jednak wierzymy w sukces budowany małymi krokami. I nie zakładamy, że nasz pomysł będzie idealny już za pierwszym strzałem. Wręcz przeciwnie. Jesteśmy pewni, że z edycji na edycje sporo będziemy poprawiać i doskonalić. Mimo, że już teraz możemy pochwalić się sporym doświadczeniem organizatorsko-dowódczym.

Gra taktyczna Polowanie organizowana przez Podręcznik


Zapewne niektóre osoby nurtuje pytanie o zasady. Nasz cykl określamy terminem semi-milsim. Wynika to z faktu, że nie stawiamy na jedno życie albo bardzo długie respawny (np. 4-6h). Z naszego doświadczenia wynika, że takie ambitne założenia w praniu generują dużo problemów, np spadającą chęć powrotu do gry i w efekcie topniejące szybko siły zdolne do walki. Mechanika, którą chcemy zastosować wywodzi się z mazowieckich strzelanek.

System nie będzie miał na celu oddania pełnego realizmu zranień ponieważ doświadczenie uczy, że nie da się tego zrobić w sposób grywalny i realistyczny jednocześnie. System będzie się opierał na dwóch zranieniach, z których pierwsze będzie możliwie do zniwelowania przez opatrzenie, a następne będzie powodowało automatyczne KIA. System będzie też przewidywał ograniczenia stosowanych magazynków, tak aby w możliwie grywalny sposób umożliwić symulację sytuacji taktycznej.

Milsim na Pustyni Błedowskiej organizowany przez Podręcznik


Jakość opatrzenia będzie oceniania przez instruktorów, którzy będą spełniać też rolę arbitrów.
Drugie trafienie będzie oznaczać KIA czyli zejście gracza. Ale zarówno rana, jak KIA będzie obowiązywać tylko w ramach danego ćwiczenia. Po zakończeniu zadania, rany będą resetowane.

Co to daje od strony taktycznej? Jeśli ktoś zna zasady TCCC (T3C czyli Tactical Combat Casualty Care) wie, że pierwszym etapem jest zabezpieczenie strefy, w której ranny się znajduje. Osiąga się to poprzez odciągnięcie rannego ze strefy zagrożonej lub w wyniku otwarcia ognia zlikwidowanie lub wycofanie przeciwnika i odsunięcie strefy zagrożenia od rannego. Powyższe, proste zasady sprawiają, że ma sens taktyczny trzymać się w większym oddziale, który może wypracować przewagę ogniową i mimo strat skutecznie zabezpieczyć strefę wokół rannego, a następnie przystąpić do opatrywania. Ma to wymierny sens dla oddziału, ponieważ ranny po opatrzeniu powraca do działania - oddział nie traci zasobów ludzkich. W efekcie oddział, który trzyma się razem, szybko opatruje rannych i koncentruje siłę ognia, ma większą szansę wykonać zadanie. I w ten sposób wspiera się sens wykonywania procedur i taktyki ze współczesnego pola walki.


 
Film z przedmilismowego szkolenia De Opresso Liber (2010)



Wspiera nas:

 
Google